” w pogoni za wiatrem „

umykasz mi

a Ty wciąż mi umykasz

 

gdy już myślę, że Cię trzymam

znów znikasz, znikasz mi

 

cisza boli jak brak głosów

w trakcie najpiękniejszego filmu

 

aktorzy są niemi, niemi są

a potem to i ja już nic nie mówię

 

bo prawda jest taka

że umykasz mi

umykasz

gdyż sam na to pozwalam

” irlandzka zielona kostnica „

taka dzisiaj naszła mnie ochota

więc już od kilku dobrych chwil

płynę przez brukowane ulice

na skrzydłach niczym ptasi duch

te wielkie uczucie, ta wielka chęć

to odwiedzenie przybytku martwych snów

na zapomnianej przez lud pracujący ulicy

w szeroko-wysokim drewnianym domu

stary Irlandczyk prowadzi firmę swą

małą ale prężną, zieloną kostnice

nie ma tam przestoju ni kolejek

mimo, że wszystko robi tylko on

do klientów nad drzwiami

uśmiecha się gigantyczna koniczyna

z małymi białymi czaszkami

jak krople rosy na listkach

czemu moje sny porwały mnie tu

skąd pragnienie rozmowy z martwymi

skoro za kilka godzin nadejdzie już świt

otwieram drzwi do kostnicy

Irlandczyk tylko ciszą wita mnie

czuję się błogo i lekko

to chyba długo już nie potrwa

co to, to nie

 

 

” rozprawa historyczna na temat złotych kaleson „

królowie, władcy i dowódcy

pierwsi z szeregu szarych ludzi

wybrani przez homo oraz sapiens

namaszczeni głosem mas

 

decydujący o losie milionów

gdy religia i tak jest asem wśród kart

na polu bitew giną Ci pierwsi

samotni i pozostawieni w cieniu

 

jednostki są podstawą ich tronu

a i tak wprowadzani są w błąd

narzędziami podobnymi do wiatru

nie ważne gdzie ich dom

 

że niby musi być centrum

ciało głowę posiadać musi

demokracja wprowadza szanse

a za szansom diabeł pięknem kusi

 

nie wiem co jeszcze

bo to co było, było błędem

ale może Bóg da rozpoznać system

w którym państwo Stanie się PRAWYM KRÓLESTWEM

 

 

 

„akt któryś tam z kolei”

pijany i na wpół ślepy pomocnik scenografa

plącząc ręce i myśli wzdłuż aktorek za sceną

ciągnie za stary sznur, podnosząc kurtynę

czerwoną jak krew każdego z nas z osobna

 

na scenie ja, wyprostowany lecz niepewny

oświetlenie jak wąż wije się po deskach

szukając momentu aby skupić się na ustach

zaraz, zaraz coś powiem i będzie to sztuka

 

wszystkie oczy skupione na me ścięte usta

oczy odprowadzają jeszcze czerwone płótno

mam pełne teksty w głowie, gorące jak zupa

bulgocząc chcą uciec do innych, podzielić się

 

i stoję tak jak dureń już przez minut pięć

publika się niecierpliwi, ktoś poszedł do domu

do domu poszedł ktoś, za długo miał czekać

poezja to nie byle jaka rzucona kość

 

spektakl trwa po dziś dzień

widzowie przychodzą i odchodzą

gram w ciemną noc i za dnia

mało mówię, dużo śpię

 

jak to się skończy,

kto to wie?

 

 

 

Bernard Morawiecki, dentysta z Warszawy. VII i VIII

Po kilku minutach Młody był już ubrany w szarą bluzę z kapturem, skórzaną kurtkę i grube ciemne spodnie. Nie wyglądał jak rekrut ale tylko te ciuchy udało mi się znaleźć w pobliskich ruinach gdy ten cwaniaczek leżał nieprzytomny.

– Dobra dowódco, a broń? – gdy usłyszałem te słowa,  zamurowało mnie. – Słucham? Co rekrut powiedział?- Thomas stał nie wiedząc co do końca ma odpowiedź, aż w końcu wymamrotał.

– No broń. No bo czym,… czym mam walczyć? – prędzej czy później musiało paść te pytanie, ale miałem na nie bardzo dobrą odpowiedź.

– Aaa! Broń! Rekrut zawsze na początku otrzymuje śmiercionośny egzemplarz broni do walki wręcz! – Rzuciłem w jego stronę łopatę. To była solidna, długa i dość ciężka łopata,  a mówiąc jeszcze prościej, była to łopata węglowa. Służąca do przerzucania węgla.

– CO!? – w oczach Thomasa zobaczyłem tak wielkie zaskoczenie, że przez pierwsze kilka sekund miałem nadzieje, że nie zejdzie na zawał.- Przecież tym się nie da walczyć! Z resztą co będzie jak natrafimy na przeciwników z bronią palną? Do cholery! Przecież ja już nawet nie mam tarczy energetycznej!! – wielka i nieograniczona rozpacz biła z tej młodej ale cholernie mocno zarośniętej twarzy, a do tego znowu zaczął wykonywać dziwne i chyba niekontrolowane ruchy czy może tiki nerwowe rękoma. W każdym bądź razie nie mogłem pozwolić aby rekrut w taki sposób odzywał do swojego przełożonego. Przecież stal rozgrzaną trzeba od razu kuć bo inaczej syf wyjdzie z pracy.

– ZAMKNIJ RYJ REKRUCIE! – krzyknąłem prosto w twarz Thomasa, a w moim oczach każdy mógłby w tej chwili wyczytać nie tylko gniew, ale i groźbę. Młody ucichł i znów staną wyprostowany. Zniżyłem ton rozmowy i teraz już spokojnie kontynuowałem. – Rekrut nie kwestionuje decyzji przełożonego. Rekrut nie odpowiada i nie mówi nie zapytany przez przełożonego i wreszcie rekrut nie robi nic bez zgody przełożonego. Czy rekrut rozumie? Tym razem pytam się ostatni raz. – ostatnie słowa wypowiedziałem bardzo powoli i wyraźnie.

– Tak – młody odpowiedział po kilku sekundach.

– No! To teraz najwyższy czas aby ruszyć w drogę. – włączyłem podsystem mapy, zainstalowany w T.E. Przed moimi oczami ukazało się zielone pole które po chwili wypełniło się przeróżnymi obiektami budowlanymi. Wpisałem dane. Te same pole, a było ono na tyle przezroczyste, że delikatnie prześwitywały przez nie gruzy budynku, w którym się znajdowaliśmy, zaczęło się zwijać i rozwijać. Nagle wyskoczył wynik wyszukiwania. W pełnym trójwymiarze przedstawione zostały przed moimi oczami cztery obiekty. Budynek radia Poznań, siedziba jakiejś grupy harcerzy, prywatny obiekt nadawczy oraz  budynek radia BiznesFM. I to właśnie te ostatnie radio było najbliżej. Ale po co to wszystko? Ktoś mógłby zadać takie pytanie. Otóż przed wyruszeniem do Berlina musiałem zdać raport o zdobyciu zbiornika oraz o ogólnym stanie misji. Oczywiście była bardzo duża szansa, że w każdym z tych miejsc, anteny już nie było ale musiałem zaryzykować, a młody przynajmniej miał możliwość sprawdzenia się w ewentualnej walce.

No tak, był bym zapomniał o nowej tarczy dla młodego. W głowie zabrzęczało mi przypomnienie.

– Trzyma! Zamontuj ją do siebie.- i wyciągnąwszy z plecaka, podałem chłopakowi używany ale sprawny egzemplarz tarczy energetycznej IV klasy. Za nim jednak młody podmienił go ze starym przypomniałem mu o pewnej czynności, bardzo ważnej gdy zmieniało się T.E.

– Tylko pamiętaj! Musi odkazić igłę instalacyjną Tarczy! – Thomas spojrzał się na mnie i już chciał coś odpowiedzieć, ale go uprzedziłem.

– Nie. Nie mam żadnego alkoholu do odkażania. Musisz sobie sam takie coś naruchać. A gdzie, pewnie się zapytasz? Nie wiem, kombinuj. – uśmiechnąłem się delikatnie i wydałem polecenie do wymarszu. Młody szedł cały czas za mną, ściskając bardzo mocno kij od łopaty.

Jednak było prawdą to co mówili na zajęciach z walki, w Rzeczpospolitej. Zabicie bronią palną nie jest trudne, ale zabicie bronią białą to zawodowstwo. Pomyślałem nostalgicznie.

 

VIII

Nie byłem do końca przekonany czy moja choroba ustąpiła całkowicie i czy mój aktualny stan psychiczny  dawał mi możliwości działania tak jak zostałem wyszkolony. Najgorsze jednak było to, że nie mogłem przewidzieć jak długo będę po tej agresywnej stronie. To, że strona bardziej depresyjna i narażająca mnie, włączyła się od momentu wyjazdu z Siedziby Rzeczpospolitej, było jasne i oczywiste. Trzymała mnie kilkanaście dni. Jednak to czy aktualna strona choroby będzie działać równie długo, nie było już tak oczywiste. Reasumując. Mogłem nie zatajać mojej dolegliwości przed oficerem prowadzącym, a jednak to zrobiłem. W innym przypadku nie został był Wysłannikiem.

 

Droga przed nami wiodła między budynkami. Gruz pod nogami i zmielone, już praktycznie w proch szyby były jedynymi świadkami naszego marszu. Omijaliśmy główne ulice oraz większe place aby nie spotkać nikogo ani niczego co mogło by chociażby delikatnie opóźnić naszą podróż. Pogoda była dobra, chodź z zachodu widać było, że zbliżają się bardzo powoli chmury. Burza raczej nam nie groziła, ale deszcz był wysoce prawdopodobny. Młody, od momentu gdy mnie wyprzedził, co jakiś czas odwracał się w moją stronę, jakby upewniając się czy nadal idę za nim. Czy chciał uciec? Pewnie tak. Ale doskonale wiedział, że teraz samotnie na pewno nie przeżyje. Czy tego chciał czy nie, musiał iść ze mną i musiał się mnie słuchać.

Po niecałej godzinie z daleka zauważyliśmy antenę i fragmenty szyldu BiznesFM, z tą tylko różnicą, że litera M już chyba dawno spadła bo nie było jej na swoim miejscu.

– Teraz bardzo uważnie patrz co robisz i gdzie stąpasz. Bez zbędnego przeżywania. Musi teraz bym maksymalnie skupiony bo będziemy powoli podchodzić do drzwi.- powiedziałem trochę ciszej w kierunku Thomasa który delikatnie skinął głową na znak przyjęcia rozkazu i w pełnym skupieniu zaczęliśmy podchodzić do budynku. Strzelba M-30 znalazło swoje ulubione miejsce, w moich dłoniach.

Wejście na pewno było otwarte siłą. Ta myśl pojawiła się pierwsza gdy zobaczyłem spore schody i parę wręcz wepchniętych do środka drzwi. Jednak nie to było najbardziej niepokojące. Przed wejście, prócz wszechogarniającej zieleni, traw, gruzu i połamanej litery M, leżały ludzkie kości oraz dość świeże i dziurawe jak sito ciało kobiety. Młody staną przed wejściem i niespokojnym wzrokiem zaczął oglądać hol radiostacji. Denerwował się i nie ma co się dziwić, gdybym ja teraz dostał ataku choroby kto wie co bym zrobił.

Po krótkie analizie szkieletu przy wejściu zrozumiałem, że kości są stare jak ta litera M, jednak ta kobieta obok musiała zginąć maksymalnie kilka dni temu. Kaliber który zrobił takie spustoszenie ciała, tej względnie młodej  dziewczyny był mały. To musiał być pistolet maszynowy. Spojrzałem uważniej na budynek. Miał trzy piętra i był dość szeroką budowlą. Na pewno nie tylko znajdowała się tutaj radiostacja ale i pewnie kilka, a może i nawet kilkanaście biur czy pomieszczeń różnych firm. Nagle z rozmyśleń wyrwał mnie młody.

– Dowódco, proszę o pozwolenie zadania pytania. – nie spodziewałem się, że ten młodziak zna takie bezpośrednie zwroty używane dawniej w większości wojsk. Do tej pory sądziłem, że tylko żołnierze weterani których jest co raz mniej używają i znają tego typu żargon.

– Zezwalam, mów. – ściszony tonem odezwałem się do Thomasa

– Czy aby na pewno nie mamy innej możliwości?

– Nie rozumiem co masz na myśli.

– To nie wygląda dobrze. To nawet może być jakiegoś typu pułapka.- spojrzałem się na młodego z grymasem uśmiechu.

– Pułapka?! Czyżbyś się bał?

– Nie, nie tylko… Jak już mamy tam wejść to może ja popilnuje tutaj wyjścia?! Co, dowódco?? – mój grymas poszerzył się jeszcze bardziej.

– Raczysz żartować chyba! Przecież dobrze zdaje sobie z tego sprawę, że jak tylko zniknę z twoich oczu to spieprzysz, aż będzie się za tobą kurzyło!

– Nie prawda!

– Prawda, prawda! Dobra koniec gadania, właź! Tylko powoli i cicho!

Młody wkroczył do środka. Wielkie i zastawione różnymi meblami pomieszczenie było zasypane gruzem. Światła dnia przebijały się przez brudne szyby oświetlając kiedyś eleganckie ściany z plakatami gwiazd muzyki i telewizji. Cały czas byłem kilka kroków za nim. Jego ręce drżały gdy przechodził nad przewróconymi krzesłami i zniszczonym biurkiem. Powietrze było stare i ciężkie, jeżeli można tak określić to co wdychaliśmy. Thomas nie był głupi, najprostszą drogą kierował się w stronę schodów na drugie piętro. Wiedział, że wędrówka po nierozpoznanych pomieszczeniach gdy ma się konkretny cel, jest nie tylko niepotrzebna co zbyt ryzykowna.

W końcu trafiliśmy na drugie piętro. I tutaj młody przystaną. Jego palce zacisnęły się na łopacie do tego stopnia mocno, że aż zbielały mu knykcie. Gdy podszedłem do niego bliżej zobaczyłem pierwszą prowizoryczną barykadę ustawioną w drzwiach. Ślady kilku serii wystrzelonych z małego kalibru rysowały ścieżki na ścianach. Ktoś tutaj się broni i z każdym następnym krokiem miałem co raz gorsze przeczucia… .

 

c.d.n